„Roman Reiner ( . . . ) to na pewno nieprzeciętny talent. U niego pierwiastek wirtuozowski i bardzo ładny gatunek dźwięku zbiega się z wielką wrażliwością, a równocześnie temperamentem”. „Dziennik Polski” „Wykazuje się tonem o rzadkiej urodzie, pięknie prowadzi kantylenę, dysponuje dużym arsenałem środków wyrazu i umiejętności technicznych”. „Echo Krakowa” „Roman Reiner to skrzypek, o którym chciałoby się przede wszystkim powiedzieć, że jest <solidny>.( . . . ) W jego grze uderza dokładność i dbałość o precyzyjne pokazanie każdego szczegółu utworu. Widoczne to było w interpretacji <Symfonii hiszpańskiej> Eduarda Lalo pełnej potencjalnych (. . . ) niuansów melodyczno - rytmicznych. Roman Reiner odkrył te tkwiące w szczegółach możliwości, dając nam pulsującą różnymi temperaturami i barwami interpretację utworu. Była to interpretacja dużej klasy”. „Gazeta Kielecka” „Zaprezentował się w całej swej muzycznej krasie jako muzyk wrażliwy i skromny, nie starający się zdobywać słuchaczy efektami pozaartystycznymi.” „Gazeta Kielecka” „Der sehr zuverlässige Geiger”(„bardzo niezawodny skrzypek”). „Göttinger Tageblatt”
RECENZJA Z KONCERTU REINER TRIO NA FESTIWALU „MUZYKA W STARYM KRAKOWIE” w dn. 26. 08. 1999. W czwartkowe popołudnte w pięknym Centrum Kultury Żydowskiej na Kazimierzu, które coraz częściej staje się miejscem interesujących koncertów, tria fortepianowę Brahmsa (H-dur op. 8 nr I) i Szostakowicza (op. 67) grali: pianista Sławomir Cierpik, skrzypek Roman Reiner i wiolonczelistka Barbara Łypik – Sobaniec, czyli Reiner Trio. To kolejny krakowski zespół kameralny, który zaprezentował się festiwalowej publiczności i kolejny, którym nasze miasto może się chlubić. Żaczynamy powoti być znaczącym ośrodkiem kameralistyki, to dobrze. Reiner Trio pracuje wspólnie od czterech tat. W jego interpretacjach zwraca uwagę wspaniałe współgranie członków zespołu, absolutna jedność muzycznego myślenia. Zwraca też uwagę wszechstronność zespołu, który dIa każdego z wykonywanych utworów znalazł właściwą barwę i emocję. Szczególnie pięknie zabrzmiało w wykonaniu krakowskich muzyków Trio op. 67 Szostakowicza. Lekkością i błyskotliwością popisał się zespół w zagranym na bis "elfowym" Scherzu z Tria d-moll Mendelssohna.
ANNA WOŹNIAKOWSKA Dziennik Polski, 28. 08. 1999
"Urodzili się po to, by grać"... Koncert Yom Ha-Shoah z okazji Dnia Pamięci Holocaustu Dorota Gonet 19.04.2004 r. Gazeta Wyborcza - GAZETA W LUBLINIE Podczas niedzielnego koncertu w Trybunale Koronnym słuchacze zostali obdarzeni czymś niezwykłym: wrażenia, jakie zrobiło na słuchaczach Reiner Trio z Krakowa trudno opisać słowami. Jeszcze trudniej zrecenzować koncert, który poza tym, że był znakomity pod każdym względem, poruszył najwrażliwsze zakątki duszy i serca. Skrzypek Roman Reiner, wiolonczelistka Barbara Łypik-Sobaniec i pianista Sławomir Cierpik grają razem od dziewięciu lat. Są absolwentami krakowskiej Akademii Muzycznej. W Lublinie wystąpili z programem, który wpisuje się w rozpoczęty w niedzielę Warszawski Festiwal Filmów Żydowskich. Zagrali Kol Nidrei op. 47 Maxa Brucha w aranżacji na skrzypce i fortepian, Nigun z suity Baal Schem Ernesta Blocha, trzy fragmenty muzyki z filmu "Lista Schindlera" Johna Williamsa oraz Trio d-moll op. 49 Feliksa Mendelssohna. Kol Nidrei to przepiękna modlitwa, w oryginale napisana na wiolonczelę i orkiestrę. Aranżacja Romana Reinera w niczym nie uszczupliła głębi dzieła; partia fortepianu wystarczała za orkiestrę, a skrzypce prowadziły melodię tak, jakby była to pieśń. Piękne legato tylko chwilami nabierało oddechu i wtedy miało się wrażenie, że jest to skarga człowieka, któremu szloch nie pozwala na dalsze słowa. Barwa skrzypiec - ciemna, pastelowa - przypominała, że jest to instrument, który w rękach mistrza brzmi jak cudowne remedium na wszystkie smutki. Charakterystyczne "zaśpiewy" na zmniejszonych interwałach, a przy tym idealna intonacja i ogromne wyczucie klimatu muzyki żydowskiej już w pierwszym utworze otworzyły przed słuchaczami świat innej wrażliwości, innego piękna. Nigun, radosna pieśń chasydów, urzekła swobodą wirtuozerii. Świetnie brzmiące arpeggia fortepianu, przecinane ostrym smyczkiem skrzypiec, liryzm o zupełnie innej barwie niż w Kol Nidrei, doskonała interpretacja bardzo ciekawego zresztą spojrzenia Ernesta Blocha na muzykę żydowską - to kolejne cegiełki do sukcesu niedzielnego koncertu. Trzy fragmenty Johna Williamsa z "Listy Schindlera" Roman Reiner i Sławomir Cierpik zagrali z ogromną dozą delikatności i subtelności. Theme, Jewish Town (Krakow Ghetto - Winter'41) i Remembrances przywodziły na myśl zamglone pejzaże, nostalgiczne, ale otulone dobrymi myślami i miłością. W drugiej części koncertu Reiner Trio wykonało jeden z piękniejszych, choć nie najłatwiejszych utworów kameralnych Mendelssohna. Trio fortepianowe d-moll obfituje we fragmenty wirtuozowskie, bardzo efektowne, ale wymagające od muzyków ogromnej sprawności technicznej. Artyści z Krakowa pokazali, że oprócz tego, iż każdy z osobna jest świetny, są doskonale ze sobą zgrani, mają bardzo podobny typ wrażliwości, muzycznie myślą i mówią tak samo. Piękna barwa wiolonczeli, znakomicie uzupełniająca się z brzmieniem skrzypiec i fortepianu, najkrótszy nawet motyw (o frazie nie wspominając) dopieszczony z największą starannością - wszystko to podane zostało z wielką kulturą i wrażliwością, która pozwala sądzić, że ci ludzie urodzili się po to, by grać. Na bis Reiner Trio zaproponowało przykłady muzyki z krakowskiego Kazimierza - oczywiście w aranżacji własnej. Tak trudno dzisiaj, kiedy po wątki hebrajskie sięgają muzyczne załogi w co drugiej kafejce, o prawdę na temat tej muzyki. Ale żeby zrozumieć ową prawdę, trzeba być w pierwszym rzędzie prawdziwym artystą. Roman Reiner, Barbara Łypik-Sobaniec i Sławomir Cierpik są artystami na miarę europejską.
"Kulminacją wieczoru byl Koncert podwójny J. Brahmsa, Zagrany został pewnie, z dużym rozmachem i wyczuciem stylu. Orkiestra, jak i soliści stanęli w pełni na wysokości zadania. Roman Reiner i Saskia Daems-Stolzcnberg stanowili zgraną parę wykonawców imponując nie tylko doskonałym warsztatem, pięknym dźwiękiem, ale też wyczuciem specyficznego dla Brahmsa klimatu. Podobały się prześlicznie grane przez R. Reinera kantyleny, jak i swoboda, z jaką dwójka solistów pokonywała karkołomne problemy techniczne."
"Echo dnia" - Kielce, 9. 04. 1991. |

